Obowiązkowe pleplanie.

Zdarzenia i osoby są tylko fikcją literacką, wszelkie podobieństwa do rzeczywistych stworzeń i innych potworków niezamierzone. Jedynie miejsca autentyczne. Szczecin, Polska. Tyle.

Zwykła historia opowiadająca o całkiem niezwykłym przypadku, który spotyka pewną dziewczynę. Takich, jakich jest na pęczki w internecie. Przeglądaj dalej, nic wartego uwagi, oczywiście.
Ale jeśli już zaczniesz czytać i Cię choć trochę wciągnie - zostaw komentarz, proszę. Chcę wiedzieć, że ktokolwiek jest tym zainteresowany.

Sialalala.
Obrazek w nagłówku wytrzaśnięty z zerochan.net.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Prolog - List do nieznajomego

Okno nie było czyste. Zdecydowanie nie. Nawet w słabym świetle było to doskonale widać. Tylko jedna żarówka oświetlała pokój. Dwie pozostałe przepaliły się jakiś czas temu, ale aż dotąd nikt ich nie wymienił. Zwykłe lenistwo? Możliwe.
A może to dziewczyna była brudna? A nie ta szyba? Okrągła, dziecięca buźka, grzywka opadająca na czoło i dwa kucyki po bokach głowy. Ciemne. Prawdopodobnie. Tyle można było wywnioskować z odbicia. Ale ona wiedziała, że są brązowe. Czekoladowe? Tak, gorzka czekolada.
Parapet był zimny. Czuła to, siedząc na nim. Cóż, beton zazwyczaj nie wykazuje chęci, by się zbytnio ogrzewać, prawda?
Przekrzywiła nieco głowę na bok, przyglądając się dalej swojemu brudnemu odbiciu. Długie, srebrne kolczyki zadźwięczały niespokojnie. Nie trzęś nami, boimy się. Trzymamy się przecież tylko na małej zapince, co jeśli ona nie wytrzyma? Zgubisz nas.
Zahuczało. Gdzieś tam daleko. Drzewa wygięły się, nie potrafiąc przeciwstawić się sile wiatru. Wiosna, tak..? Jakoś nie było jej widać. Maskowała się dobrze, skubana. Gdzieś po kątach. W ledwo kiełkujących źdźbłach traw. W... nie było wiadomo, gdzie. W końcu kryjówka, to kryjówka. Nikt nie powinien wiedzieć, gdzie się znajduje. Jeśli lokalizacja kryjówki jest znana, przestaje ona być kryjówką, a staje się zwykłym miejscem. Jednym z wielu. Więc nikt nie wiedział, gdzie chowała się wiosna.
Para pokrywała zimne szkło, gdy dziewczyna oddychała. Cieniutka warstwa wody, budująca kolejną barierę pomiędzy lodowatym, wieczornym powietrzem, a ciepłym pokojem. Pokojem, w którym ściany miały przyjemny dla oka, żółty kolor. Tak samo, jak narzuta na łóżko. I serwetka na szafce nocnej, pod lampką, na której zawieszony był mały pluszak. Podobno to miał być jeż, ale krzywy pyszczek na to nie wskazywał. Ale ona i tak trzymała tego jeżo... jeżopotworka. Nie był on cenny, ani nic takiego, o nie...! Albo inaczej. Był cenny, ale jego wartości nie stanowiły pieniądze. Jak to się nazywa... A. Wartość sentymentalna, tak.
Dotknęła palcem zaparowanego okna. Został niewielki ślad. Ciekawe, dlaczego nie tworzy się sztuki ,,parowej’’...? Odpowiedź nadeszła chwilę później. Cały odcisk zniknął. Bezpowrotnie.
Zmarszczyła nos. Ulotne. Słowa, które są wypowiadane, też są ulotne. A gdyby zamiast mówić, zacząć pisać? Przecież pisanie na parze byłoby niemal równe z wypowiadaniem myśli na głos...
Chuchnęła na szkło i znów uniosła dłoń. Paznokcie były pokryte żółtą emalią. Pomalowane niewprawną ręką. Na jednej płytce lakier już nawet odprysnął.

Do nieznajomego, którego może kiedyś poznam,

Zawahała się.
Właściwie... do kogo to kierowała? Kim właściwie miał być ten ,,nieznajomy’’? Zmrużyła powieki, myśląc intensywnie.
Książę? Napisać list do swojego wymarzonego księcia z bajki, na którego czekała przez całe siedemnaście lat życia? I którego nie udało się jej dotąd spotkać?
Właściwie... on i tak tego nie przeczyta. A ona miała mu tyle do wyrzucenia! Dlaczego się nie ujawniał?! Dlaczego gdzieś się maskował?!

Wiem, że gdzieś jesteś.
Wiem, że tego nie przeczytasz. Ale chciałabym, żeby te słowa do Ciebie dotarły. Bo jesteś kimś, kto odmieni moje życie. Ja to wiem.
Wiem też, że kiedyś się spotkamy. Ale, proszę, nie każ mi na to długo czekać.
Nie wiem, kim jesteś.


Przerwała skrobanie po szybie. Początkowe słowa już dawno zniknęły. Tak jak przypuszczała. Bez żadnych konsekwencji.
Uśmiechnęła się nikle. Mogła powiedzieć temu ,,nieznajomemu’’ wszystko, co chciała!

Nazywam się Karina, mam siedemnaście lat. Może już mnie kiedyś widziałeś? Nie jestem wysoka. Mam brązowe włosy i oczy. Zazwyczaj jestem uczesana w dwa kucyki, od wielu lat. Często siedzę z nosem w książkach lub mangach. Albo przy komputerze.
Sądzisz, że mogliśmy się kiedyś minąć bez słowa?
Gdzie teraz jesteś?
Dlaczego jeszcze się do mnie nie odezwałeś?
Dlaczego wszyscy wokół już znają swoje przeznaczenie, a ja nie? Dlaczego jeszcze nie przyszedłeś? Chociażby tylko po to, by zranić. W końcu, nie dla wszystkich bajki kończą się szczęśliwie, wiem to. Nie jestem aż tak naiwna, wbrew pozorom, mój Drogi Nieznajomy.
Ja tylko chcę znać swoje miejsce. Nic więcej.
No dobrze. Może pragnę, aby nasza bajka była szczęśliwa.
Ale też ciekawa. Nie znoszę nudy.
Może mógłbyś posiadać jakieś ciekawe cechy? Na przykład zdolność czytania w myślach? Albo nie. Często mam dziwne myśli, nie byłoby to dobre. To może byś znał wszystkie języki świata? I byś potrafił dogadać się z każdym? Fajnie byłoby podróżować i mieć Ciebie za tłumacza.
A może świeciłbyś w ciemności i nie musiałabym używać latarki? Przynajmniej nigdy nie musiałabym obawiać się mroku.
A gdybyś był wampirem? Byśmy wtedy prowadzili nocne życie. Byłoby to ciekawe, nie uważasz?


Urwała.
Co ona w ogóle pisała? Co to za słowotok?
Parsknęła śmiechem, spoglądając na niknące słowa. Doprawdy. Telepatia? Wampiry? Fakt, faktem, uwielbiała zjawiska nadprzyrodzone i fantastyczne kreatury, ale pisać o tym w liście do księcia?
Mentalnie machnęła na to ręką. A co tam! Książę to książę. Zrozumie to. Kto wie, może sam będzie lubił takie rzeczy?

Starczy na razie, pewnie masz już dosyć moich żali. Opowiem Ci więcej o sobie, kiedy się spotkamy, dobrze?
Tęsknię za Tobą, chociaż nie wiem, kim jesteś.
Ale... chcę Cię spotkać. Bardzo, bardzo.
Kocham Cię. Wiem to. Ale nie wiem, gdzie jesteś.

Twoja Karina.


Pisanie ,,listu’’ zakończyła malutkim serduszkiem przy podpisie. A co tam. Niech będzie uroczo, ot co.
Litery, słowa, całe zdania... niknęły w zastraszającym tempie. Przez moment przeszło jej przez myśl, że może właśnie te litery lecą do nieznajomego. Znikają, ona się ich pozbywa, a pojawiają się gdzieś u księcia?
Ale to byłoby cudowne! I niezwykłe!
Uśmiechnęła się mimowolnie. Odbicie uczyniło to samo. Też chyba wbrew woli. W końcu, musiało tylko naśladować czynności swojego rzeczywistego oryginału.
Zeskoczyła zgrabnie z parapetu, słysząc kroki na korytarzu. Chwilę później drzwi od jej pokoju uchyliły się, ukazując głowę ojca. Głowa jednak nic nie mówiła. Rozejrzała się kontrolnie i znów zniknęła.
Karina odetchnęła dopiero, gdy kroki znów ucichły. Pokonała tor przeszkód złożony z kilku stert ubrań, odkurzacza, pufy, ścinek satyny i sporej ilości tektury, by usiąść w końcu na krześle i włączyć laptopa stojącego grzecznie na biurku.
Komputer zabuczał, jakby denerwując się, że ktokolwiek śmie przerywać jego sen. Ale ostatecznie postanowił posłusznie się odpalić.
Dziewczyna nie czekała, aż wszystko się załaduje. Interesowało ją tylko jedno. Przeglądarka i ten portal, ten czat. Zalogowała się szybko, wstrzymując na moment oddech, by zaraz ze świstem wypuścić.
Był tam. Dostępny.
Wystukała szybko do wszystkich powitanie, by zaraz otworzyć okno rozmowy prywatnej, żeby również i tam się przywitać. Indywidualnie, z tą jedną osobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz